Park Naukowo-Technologiczny Rzeszów-Dworzysko Powiatu Rzeszowskiego
Restaurant Week

Wypadek Beaty Szydło a „stare, dobre MSW”

Opublikowano: 2017-02-12 15:55:43, przez: admin, w kategorii: Opinie

Opinia Tadeusza Kensego

 

Wydaje mi się (a prawo jazdy mam od roku 1972), że młody kierowca fiata, z dużym prawdopodobieństwem i bez względu na inne aspekty sprawy, zostanie zasadnie uznany za, co najmniej, współwinnego spowodowania tego wypadku w Oświęcimiu, bowiem nie miał pierwszeństwa dla wykonania manewru skrętu w lewo (szczególnie wprost z prawego pasa ruchu) i musiał przepuścić wszystkie pojazdy znajdujące się na sąsiednim, lewym pasie. Chyba, żeby... (o tym będzie dopiero niżej).

 

To, co dotyczy BOR-u, to inna sprawa, nie tylko, a nawet w niewielkim stopniu wynikająca z powszechnych zasad ruchu drogowego. A jeszcze inna, to wszystko, co można w związku z nią odnieść do całego resortu MSW, a szczególnie do miernych prostaków z jego kierownictwa.

 

Na własny użytek (bo się przecież na tym nie znam), ale starając się rozumować chłodno i logicznie - dojeżdżając do tego skrzyżowania (z szybkością niewielką, dozwoloną; jak się twierdzi ok. 50 km/godz.) i widząc na prawym od siebie pasie (z którego przecież wprost na ogół nie skręca się w lewo) samochód z włączonym lewym migaczem sygnalizującym (być może już długo, jeszcze przed linią podwójną ciągłą?) zamiar skrętu (a właściwie to najpierw i na pewno zmiany pasa ruchu) - pierwszy samochód „ochrony” powinien przyhamować tak, żeby drugi (ten z VIP-em) maksymalnie się do niego zbliżył i pod „osłoną” pierwszego od ewentualnie zagrażającego manewru fiata, mogły razem spokojnie przejechać przez skrzyżowanie.

To, do czego doszło, świadczy zarówno o beztrosce, jak i marnych predyspozycjach psychofizycznych oraz o żadnym przygotowaniu/wyszkoleniu kierowców obydwu rządowych limuzyn do reagowania w stresujących sytuacjach.

Dokłada się do tego (jak zwykle) głupota wielu gdakających bez sensu polityków, komentatorów i dziennikarzy. Gdyby seicento już zajechało drogę tej polskiej wersji „Bestii” (no, niech będzie, że „Bestyjki”) zostałaby z niego miazga i rozbite byłoby od tyłu (szczególnie od strony lewej). Ono jednak musiało zaledwie tylko zbliżyć się do linii podwójnej ciągłej, bo otarte było nieomal z całej lewej strony i odbiło się w kierunku na prawo. To, czy odbiłoby się nieco mocniej nie miałoby chyba większego znaczenia dla stopnia zagrożenia jego kierowcy.

 

ALE JEST JESZCZE COŚ! Na filmach, zdjęciach i w czasie telewizyjnych transmisji na żywo wyraźnie było widać, że rządowe audi wbite (nieomal) w drzewo MA WŁĄCZONY PRAWY MIGACZ!

 

Nie da się wykluczyć, że to efekt jakiegoś przypadkowego spięcia w czasie zderzenia z tym drzewem. Ale to mało prawdopodobne: auto jest (było) nowe, super sprawne i super niezawodne.

MUSIAŁO BYĆ JAKOŚ INACZEJ!

 

Może kierowca seicento już dobra chwile wcześniej chciał zmienić pas na lewy, a pierwszy samochód kolumny, widząc to, chciał ominąć go ze strony prawej? Albo, jeśli odległość między pierwszym a drugim była znaczna, chciał to zrobić dopiero drugi? Młody kierowca mógł (powinien) zauważyć wtedy w lusterku włączony prawy migacz uprzywilejowanego pojazdu nadjeżdżającego z tyłu i starał się „uciec” (nawet mimo podwójnej ciągłej, bo w takich sytuacjach nie ma to znaczenia) mu na lewo?

 

A potem się już porobiło... Kierowca-borowiec mógł wyraźnie „zgłupieć”, przestraszyć się, odstąpić od konsekwentnego (wobec sygnalizowanego migaczem) ominięcia małego autka ze strony prawej (a szybkość miał raczej większą niż 50/h, stąd kierowca fiata nie zdążył całkiem, oraz może na szczęście, „ustąpić” mu się na lewo) i spróbował wcisnął się od lewej. Gdy usłyszał ocieranie się blach, przestraszył się, zgłupiał do reszty i skończyło się, jak wiemy. Kierowca był poważnie ranny i pewnie dlatego nie „zdążył” wyłączyć migacza „w prawo”. Można się spodziewać, że ten fakt nie tylko przeoczyli wymienieni przeze mnie wyżej, ale zrobi to i policja i prokuratura...

 

I teraz krótko o MSW i jego tępych oraz pozbawionych jakiegokolwiek poczucia smaku szefach. Właśnie jednym tchem przeczytałem „historyczną książkę roku 2016” - „Żeby nie było śladów” Cezarego Łazarewicza. Wnioski co do pewnych podobieństw (miarkując jednakże różnice czasów i metod) nasuwają się same. COŚ WRÓCIŁO. W tym akurat resorcie o tego typu „dobre zmiany” pewnie najłatwiej...

 

Tadeusz Kensy, działacz społeczny, gospodarczy, związkowy

 

Więcej o: Tadeusz Kensy, MSW, rząd

Korzystamy z plików cookies i umożliwiamy zamieszczanie ich stronom trzecim. Pliki cookies ułatwiają korzystanie z naszych serwisów. Uznajemy, że kontynuując korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę.

Więcej o plikach cookies można dowiedzieć się na uruchomionej przez IAB Polska stronie: http://wszystkoociasteczkach.pl.

Zamknij