Co może przynieść wolny handel między USA a UE – opinia posła Bogdana Rzońcy
W medialnej ciszy dość konsekwentnie prowadzone są rozmowy między USA a UE na temat Transatlantyckiego Partnerstwa Handlowego i Inwestycyjnego (Transatlantic Trade and Investment Partnership -TTIP), które zakłada wyeliminowanie ceł, barier administracyjnych i regulacyjnych, utrudniających handel i inwestycje pomiędzy Unią Europejską oraz Stanami Zjednoczonymi.

Bogdan Rzońca, fot. Adam Cyło
Główny negocjator UE Ignacio Garcia Bercero podkreśla w swoich wystąpieniach, że „porozumienie ma przełożyć się na poprawę sytuacji gospodarczej, jednakże chodzi w nim nie tylko o zwiększenie bilateralnej wymiany gospodarczej, ale i interes globalny".
Porozumienie ma być gotowe do końca 2015 roku, więc jesteśmy tuż przed globalnym sukcesem gospodarczym. Rzecz tylko w tym, czy Polska - jako członek UE - skorzysta na tym porozumieniu. Chciałbym wierzyć, że tak, chociaż mam obawy, które wynikają z następujących przesłanek.
Po pierwsze. Trzeba pamiętać, że wolny handel obejmował będzie m.in. następujące sektory gospodarcze: przemysł hutniczy, chemiczny, farmaceutyczny, kosmetyczny i samochodowy, a więc przemysł bardzo energochłonny. Trzeba zatem pamiętać, że gaz i ropa naftowa oraz energia w USA są dużo tańsze niż w UE, w tym w Polsce.
Po drugie. Towary amerykańskie będą na starcie tańsze niż europejskie, bo koszty ich wytwarzania w USA będą niższe.
Po trzecie. Biorąc pod uwagę - na przykład - polskie sukcesy w eksporcie nawozów mineralnych, można przypuszczać, że ten produkt sprowadzony do Polski z USA dla odbiorców będzie tańszy niż produkt polski, a zatem trzeba będzie zamykać eksport markowego polskiego produktu.
Po czwarte. Rodzi się pytanie, czy rząd polski będzie w stanie przekonać całą Unię Europejską do tego, by towary bardzo energochłonne (produkcja nawozów sztucznych) nie były objęte natychmiastową liberalizacją po podpisaniu umowy lecz mialy swoje vacatio legis. Dotychczas różnie z tym bywało, jeśli chodzi o skuteczność obrony polskiego rynku np. rolnego.
Po piąte. Występują duże różnice prawne w zakresie bezpieczeństwa eksportu produktów chemicznych miedzy USA a UE, a to spowoduje potrzebę wzmocnienia jakości opakowań, a tym samym wzrosną koszty produktu eksportowanego.
Po szóste. Mamy już jako Polska podpisane wieloletnie porozumienie z Rosją o zakupie gazu, i powstaje pytanie o to, czy Polska będzie w stanie kupować tani gaz gdziekolwiek indziej, np. w USA, po to by taniej produkować chemikalia na eksport.
Po siódme. Już dziś wiadomo, że zarządzanie chemikaliami w UE jest bardzo restrykcyjne, co wynika z REACH - rozporządzenia WE nr 1907/2006, a w USA kwestie te są traktowane bardziej liberalne w ramach amerykańskiego systemu Toxic Substances Control Act.
Na koniec trzeba zadać sobie pytanie na ile wolny handel miedzy USA i UE wzmocni albo osłabi podkarpacki przemysł motoryzacyjny związany z Doliną Lotniczą czy z przemysłem chemicznym, oraz jaki będzie los firm podkarpackich z udziałem kapitału zagranicznego w wypadku globalnej konkurencji i współpracy miedzy Polską, Unią i USA?
Dopóki nie znamy pełnej treści porozumień i uzgodnień, trzeba wierzyć, że będzie dobrze, lepiej itp. Ale diabeł tkwi w szczegółach, a Niemcy i pozostałe kraje starej UE potrafią dobrze lobbować na swoją korzyść Może rząd PO i PSL tym razem „nie prześpi" polskiej szansy ochrony przemysłu, bo za współpracą z USA trzeba sie opowiadać, ale na partnerskich warunkach.
Bogdan Rzońca, poseł na sejm