Podkarpaccy strażacy podsumowali dwa miesiące wakacji
PODKARPACKIE. W tym czasie wzywani byli do pomocy ponad 5 tys. razy. Ponad 1 tys. razy wyjeżdżali do pożarów.

Pozostałe interwencje, to - jak informuje st. bryg. Marcin Betleja z KW PSP w Rzeszowie - tak zwane miejscowe zagrożenia, czyli działania niezwiązane z ogniem. W sumie, podczas wakacji, strażacki samochód wyjeżdżał do akcji średnio co 17 minut, a w działania zaangażowanych było blisko 10 tys. zastępów strażaków ochotniczych i Państwowej Straży Pożarnej. Niemal 700 poszkodowanym została udzielona pomoc przedmedyczna.
Większość strażackich interwencji, to tak zwane miejscowe zagrożenia. Strażacy usuwali skutki burz, nawałnic i silnych opadów deszczu. Działali też w zakresie ratownictwa chemicznego i ekologicznego. Byli wzywani praktycznie do każdego wypadku drogowego.
Strażacy Państwowej Straży Pożarnej odwiedzali te z obozy harcerskie, szkolili uczestników i kadrę w zakresie prowadzenia korespondencji radiowej i sprawdzenia łączności ze służbami ratowniczymi, przeprowadzali instruktaże z użycia podręcznego sprzętu gaśniczego i udzielania pierwszej pomocy przedmedycznej. I wreszcie, przeprowadzali również pogadanki na temat zachowań podczas niebezpiecznych zjawisk atmosferycznych i organizacji ewakuacji obozowisk.
Niestety, podczas tegorocznych wakacji nie brakowało też fałszywych alarmów i wezwań. Było ich aż 285.





