Polska wiklina podbija zagraniczne rynki
PODKARPACKIE, KRAJ. Polska, a szczególnie podkarpackie zagłębie wikliniarskie, pozostaje jednym z najważniejszych ośrodków produkcji wyrobów z wikliny w Europie. Choć branża opiera się na wieloletniej tradycji i jest wykonywana ręcznie przez niewielką liczbę rzemieślników, jej sprzedaż rośnie, napędzana teraz przez eksport i kanały internetowe. W Polsce pierwszym skojarzeniem są koszyki wielkanocne „świąteczniki”.

Fot. Pixabay/CC0
– Polska, a zwłaszcza podkarpackie zagłębie wikliniarskie, jest obecnie liderem w produkcji tych rzemieślniczych wyrobów. W innych krajach również istniały ośrodki wikliniarskie, jednak dzisiaj ta tradycja jest tam kultywowana w marginalnym zakresie. Interesuję się tym tematem i kiedy zwiedzam Europę, odwiedzam wszystkie takie miejsca. To, co u nas jeszcze do tej pory funkcjonuje, wyróżnia się na tle innych europejskich ośrodków. U nas jest to ciągle żywe, produkcja trwa i jest prowadzona na dużą skalę – mówi Joanna Radomska, właścicielka marki e-wicker24.
Jak podaje Portal Rzemiosła Polskiego, najbardziej intensywny czas w branży wikliniarskiej przypada od kwietnia do czerwca. W tym okresie generowanych jest 60 proc. rocznych przychodów. Duża sprzedaż notowana jest w okresie przedwielkanocnym.
– Polskie kosze wielkanocne, czyli tak zwane święconki, są typowo polską tradycją. Oferujemy modele, które funkcjonują na rynku od ponad 50 lat i się nie zmieniają. Natomiast to, w jaki sposób ludzie aranżują te koszyki, to już jest inna kwestia. Teraz wkracza design i dodatkowe zdobienie koszy. Oprócz tego, że pełnią one funkcję sakralną, czyli zanosi się je do kościoła, żeby święcić pokarmy, są też przedmiotem dekoracyjnym, który w czasie Świąt Wielkanocnych upiększa nasze domy – mówi Joanna Radomska.
Jak podkreśla, o ile krajowa sprzedaż koszy wiklinowych pozostaje na mniej więcej tym samym poziomie, o tyle globalna sprzedaż koszy użytkowych rośnie z roku na rok.
– Jeśli chodzi o produkcję koszy wiklinowych, to nie mówimy o produkcji masowej. Niektóre kosze, które oferujemy, sprzedajemy w liczbie kilkanaście–kilkadziesiąt sztuk rocznie, ponieważ wykonuje je zaledwie kilka osób. Produkcja masowa kojarzy nam się z krajami azjatyckimi, natomiast my w Polsce projektujemy już tylko kosze unikatowe i w określonej liczbie – mówi właścicielka marki e-wicker24. – Nasze kosze doceniane są głównie za granicą.
Eksport stanowi istotną siłę napędową branży. W sprzedaży – w Polsce i za granicą – kluczową rolę zaczął odgrywać kanał e-commerce. Jednym z ważniejszych rynków zbytu są Niemcy. Marka e-wicker24 została laureatem konkursu Złota Paczka, który sklep internetowy Amazon.pl zorganizował z okazji piątych urodzin. Statuetkę przyznano w kategorii Mistrzowie Tradycji – dla sprzedawców wprowadzających tradycyjne produkty do handlu cyfrowego i zdobywające uznanie za granicą.
– Wikliniarstwo jest ściśle związane z tradycją, która przywodzi wspomnienia starszym pokoleniom. Nasi dziadkowie używali wiklinowych koszy, zabawek i innych przedmiotów codziennego użytku, które dziś kupują z sentymentem – dla swoich wnuków lub dzieci. Produkty te kupuje jednak również młode pokolenie, które interesuje się designem i ekologią. Wnosi to do ich wnętrza oraz otoczenia powiew świeżego i rzemieślniczego kunsztu – mówi Joanna Radomska.
Jak podkreśla, klienci cenią sobie przede wszystkim fakt, że każdy produkt jest unikatowy.
– Każdy produkt jest wyplatany ręcznie przez rzemieślnika, z materiału, który rośnie, więc czasami jest niedoskonały, ale klienci doskonale rozumieją, że właśnie taki ma być. Często ludzie opowiadają o tym, że wiklina ma specyficzny zapach, który kojarzy im się z naturą, a ponadczasowe formy i materiał sprawiają, że dobrze się czują w swoim mieszkaniu – wskazuje właścicielka e-wicker24. – Mówi się, że każdy wikliniarz może zostać budowlańcem, ale nie każdy budowlaniec może zostać wikliniarzem, i taka jest prawda. Niestety, żeby zostać dobrym wikliniarzem, trzeba zdobyć ten kunszt i umiejętność poprzez naukę w zasadzie od wieku nastoletniego. Technik obróbki wikliny to nie jest prosty zawód, ale jeżeli ktoś nabędzie te umiejętności, to ich nigdy nie zapomina.
Według Portalu Rzemiosła Polskiego w 2025 roku wikliniarstwo pozwalało zarobić od 2500 zł netto miesięcznie dla początkujących na etacie w zakładach do 8 tys. zł i więcej dla doświadczonych rzemieślników. Średnia w Polsce to ok. 4500 zł netto. Przytaczane na portalu Rzemioslo.org dane Izby Rzemieślniczej wskazują, że 65 proc. wikliniarzy utrzymuje się tylko z tej pracy. Rzemieślnicy zrzeszeni w Cechu Rzemiosł Różnych w Zielonej Górze raportowali obroty na poziomie 50–70 tys. zł rocznie na osobę. Stawki godzinowe wikliniarza w Polsce sięgały 45–60 zł w przypadku specjalistów od dużych form, takich jak fotele czy altany.
– Jeżeli nie byłoby to opłacalne, to ten zawód już by nie istniał. Są rzemieślnicy, którzy zajmują się tylko tym rzemiosłem i cenią sobie to, że mogą wykonywać te produkty w swoich domach, tworzyć własny rytm pracy i współtworzyć razem z designerami produkty. Ich umiejętności są bezcenne. Często mieliśmy kontakt z różnymi designerami, którzy stworzyli projekt w jakimś programie do projektowania. Kiedy później spotkali się z wikliniarzem, mówili: „Powinienem tydzień powyplatać i dopiero zabierać się do projektowania” – mówi Joanna Radomska.
Newseria
.












