Pytajmy o naszych bohaterów. Opinia Tadeusza Kensego
Jak informuje Nasz Dziennik, Instytut Pamięci Narodowej ustalił prawdopodobne miejsca pochówku ofiar sowietów, zabitych podczas tzw. Obławy Augustowskiej. To bez wątpienia bardzo ważne dla naszej zbiorowej pamięci. Ale przy tej okazji rodzą się pytania dotyczące tych czasów i wydarzeń.

Płk. Łukasz Ciepliński. Fot. Adam Cyło
Ofiary komunizmu. Kiedyś - „leśni bandyci”, „zaplute karły reakcji”. Dziś - patrioci, bohaterowie, najlepsi synowie. Żołnierze, zwykle zawodowi wojskowi. Ich pamięć i pamięć ich losu przywołują teraz dziesiątki, nawet setki publikacji: książek, artykułów, referatów, audycji, nawet filmów.
Wciąż niewiele wiemy o rzeczywistych dowódczych talentach i umiejętnościach, ale – jak sądzę też i postawach - ogromnej większości z nich. Może to nieistotne? Może z kolei o tym akurat pisać nie wolno, nie wypada? A może właśnie trzeba, ale się nie pisze?
Jak to było z dowódcami tych partyzantów z rejonu Suwałk i Augustowa? Jakim cudem dali tak łatwo, cicho i prosto podejść się oraz wyłapać razem ze swoimi podwładnymi latem 1945 r., czyli wtedy, gdy już nie mogło być złudzeń co do intencji Sowietów?
A jak to jest na naszym, rzeszowskim i podkarpackim gruncie? Ciekawe, dla którego z tych powodów bardziej, już od kilku lat nie może doczekać się wydania - napisana już według moich informacji - biografia ppłk. Łukasza Cieplińskiego pióra dra Zbigniewa K. Wójcika (regionalisty, autora książek i artykułów dotyczących historii Rzeszowa, a zawodowo prezesa rzeszowskiej Regionalnej Izby Obrachunkowej w Rzeszowie).
Łukasz Ciepliński to bohaterski żołnierz września, dowódca Inspektoratu Armii Krajowej i prezes IV Komendy WiN-u, kawaler Orderu Orła Białego (pośmiertnie). Może trudno byłoby zrozumieć, dlaczego w październiku 1944 r. wydał rozkaz odbicia więźniów z rzeszowskiego Zamku (ówczesnego więzienia NKWD) kilku niedoświadczonym i słabo uzbrojonym ludziom z dwiema drabinami? Albo też o co chodziło jego dowódcy, komendantowi Podokręgu AK Rzeszów, ppłk. dypl. dr. Kazimierzowi Putkowi, gdy wydawał kilka razy dziwne, mało rozsądne rozkazy, a w końcu, po aresztowaniu, szybko sypnął swoich podwładnych?
I jeszcze jedno: czy podobnie nie było zbyt często (choć już nie tak tragicznie) w naszych czasach, czasach "Solidarności"?
Żeby dostać odpowiedzi, najpierw trzeba zapytać. Nawet, jeśli to „nieważne”.
PS.
"Pamięć" w sensie tu używanym powinna być narzędziem służącym ustalaniu prawdy historycznej. Może być mniej doskonała, bo najczęściej jest subiektywna. Ale po co miałaby być celem samym w sobie? Szanujmy historię, odnośmy się do niej z obiektywizmem - czego jeszcze więcej można chcieć? Wtedy odnajdziemy, zmieścimy w tym i szacunek do osób, które nań zasługują, i pokorę wobec przyczyn, skutków i przypadków. Pomieszanie, częste, w ogóle celów i narzędzi prowadzi do wielu komplikacji, niejasności, próżnych wysiłków, fikcji, nieprawd, zmarnowanych szans. Szczególną wrażliwością odznacza się właśnie pomieszanie z sobą dwóch porządków: pamięci i historii, co rodzi tzw. "przyczynowość kommemoracyjną" łączącą współczesne oddziaływanie przeszłości z siłą minionej rzeczywistości. Jak łatwo wtedy ulec złudzeniu, fikcji! Temu, co najskuteczniej i najczęściej upamiętnione, najłatwiej przypisać funkcję przyczyny w syntezie historycznej! I tak, upamiętniając, popadamy w pułapkę uproszczeń nie tylko już nie potrafiąc, ale nawet nie starając się zrozumieć komplikacji minionego świata ...
Tadeusz Kensy – od 1977 roku działacz społeczny, gospodarczy i związkowy. Menedżer w wielu firmach, konsultant gospodarczy