Park Naukowo-Technologiczny Dworzysko powiatu rzeszowskiego
Oferta wakacyjna Portu Lotniczego Rzeszów-Jasionka
Pożyczki obrotowe w Podkarpackim Funduszu Rozwoju

PO: Rzeszów stracił już ponad 100 milionów złotych

Opublikowano: 2022-05-23 10:54:14, przez: admin, w kategorii: Polityka

Na ponad 100 milionów złotych szacuje się już straty, jakie powstały w budżecie Rzeszowa w wyniku zmian podatkowych wprowadzonych „Polskim Ładem”. Na tym jednak nie koniec, bo po zapowiadanych przez rząd kolejnych zmianach miasto straci kolejne, potężne pieniądze. W tym samym czasie przez błędne i kontrowersyjne decyzje partii rządzącej Polska traci miliony złotych.

Budżet obywatelski na nadzwyczajnej sesji Rady Miasta Rzeszowa

 

Budżet Rzeszowa przez ostatnich 20 lat co roku wyraźnie się powiększał. Z około 300 mln zł osiągnął niemal 2 mld zł (1,912 mld), a miasto w tym czasie wykonało gigantyczny skok rozwojowy. Skuteczną politykę finansową miejskich służb doceniały instytucje finansowe, które chętnie dotowały kolejne inwestycje, a także wysoko oceniały finanse miasta w ratingach.

Z takim samym zjawiskiem mieliśmy do czynienia w innych dużych miastach, stąd pewnie wieloletnie rządy tych samych prezydentów. Ponieważ to nie byli prezydenci z PiS, to nie mogło się podobać działaczom tej partii, dlatego przystąpili do kontrakcji. Polega ona na konsekwentnym ograniczaniu możliwości finansowych samorządów. Trudno się oprzeć wrażeniu, że zmierza to do ich deprecjacji w oczach społeczności lokalnych i jest przemyślanym sposobem na uzyskanie akceptacji dla centralizacji państwa.

- Odbywa się to na dwa sposoby: poprzez uszczuplanie lub redukowanie dynamiki wzrostu realnych dochodów, albo poprzez dodawanie zadań, za którymi nie idzie odpowiednie finansowanie. Pierwsza metoda jest stosowana w odniesieniu do podatku PIT. Podobne zabiegi w stosunku do podatku CIT, mają mniejsze znaczenie, gdyż w przypadku Rzeszowa wpływy z tego tytułu są ok. 10 razy mniejsze niż z podatku PIT – mówi Tomasz Cyran, członek zarządu PO w Rzeszowie. 

Skutkiem tych regulacji jest zmniejszenie dochodów Rzeszowa z podatku PIT o 34 mln zł. w 2020 r, 15,7 mln w 2021, spodziewane 80 mln w 2022 r. i prognozowane 166 mln w 2023r.

Rząd zapowiada samorządom rekompensaty, jednak po pierwsze one nigdy nie wyrównują całości ubytków, po drugie metody ich ustalania są tak zagmatwane, że trudno się w tym wszystkim połapać i służby finansowe mają fundamentalne kłopoty z oszacowaniem przyszłych wpływów, co skutecznie utrudnia jakiekolwiek planowanie.

- A po trzecie, i najważniejsze, większość z tych rekompensat ma w sobie czynnik uznaniowości, co w praktyce oznacza centralizację państwa, dzięki której „swoi” znowu dostaną więcej, a „obcy” znacznie mniej, a decyzje o tym co i gdzie budować będą zapadać w Warszawie. Klinicznym tego przykładem było rozdysponowanie drugiej transzy tzw. Rządowego Funduszu Inwestycji Lokalnych z przełomu lat 2020 i 2021. Tak więc tegoroczny budżet jest bardzo trudny, a władze miasta stawiane są pod ścianą, bo mają ograniczone zdolności inwestycyjne – dodaje Tomasz Cyran.

Instytut Polityki Energetycznej prowadzi projekt Historia Sektora Energii

Przypomnijmy, że w wyniku uszczuplenia wpływów z podatków PIT i CIT, a także rosnących kosztów mediów Rzeszów stracił już w 2022 roku ponad 100 mln zł. To niemal jedna trzecia corocznego budżetu na inwestycje. W zamian miasto otrzymało jedynie 30 mln zł z puli, która powstała w wyniku ograniczenia przychodów samorządów i którą rząd rozdziela między miasta uznaniowo. Podczas ostatniej sesji Rady Miasta Rzeszowa zwracali uwagę na to radni Platformy Obywatelskiej.

- Działacze PiS, na czele z miejskimi radnymi tego ugrupowania próbują tuszować ten problem. Nie mówią o stratach, ale zwracają uwagę na to, że miasto otrzymało 30 mln zł. Rachunek jest jednak prosty. Skoro w wyniku polityki rządu straciliśmy 100 mln zł, a otrzymaliśmy 30 mln zł, to wciąż jesteśmy na minusie 70 mln zł. Jaki to zatem dla miasta zysk? – pyta Marcin Deręgowski, przewodniczący klubu radnych Platformy Obywatelskiej w Radzie Miasta Rzeszowa. I zwraca uwagę na kuriozalną kampanię billboardową, jaką rząd prowadził niedawno w mieście. – Plakaty wręcz krzyczały, że Rzeszów dostał od rządu pieniądze. Ale nie było już informacji, że ten sam rząd odebrał miastu ponad trzy razy tyle. A ciągle jeszcze wiszą bilboardy, które kłamliwe informują, że 60% podwyżki cen prądu wynika z decyzji Unii Europejskiej. Czysta obłuda, tania propaganda – mówi Marcin Deręgowski, przewodniczący klubu radnych PO w Radzie Miasta Rzeszowa.

W Rzeszowie sztandarowym przykładem problemów inwestycyjnych jest tzw. Wisłokostrada, której, bez wsparcia z budżetu państwa, nie da się zrealizować. – To kluczowe zadanie drogowe, które znacząco usprawniłoby ruch. Niestety jego koszt szacuje się na około 160 mln zł, a w tej chwili taka kwota na pojedynczą inwestycję jest poza zasięgiem Rzeszowa. Wielokrotnie apelowaliśmy o dofinansowanie tego zadania, ale ani rząd, ani władze województwa, ani nasi miejscy radni z PiS nie zrobili nic, aby taką dotację Rzeszów otrzymał – mówi Wiesław Ziemiński, rzeszowski radny PO. Dlatego jego zdaniem trzeba jak najszybciej rozpocząć budowę tej trasy w zakresie możliwym do realizacji ze środków własnych – Nie możemy czekać w nieskończoność na dotację do całej inwestycji. Miejskie przetargi pokazują, że ceny usług i materiałów bardzo szybko rosną i za chwilę okaże się, że koszt Wisłokostrady będzie już zupełnie poza zasięgiem miasta – dodaje radny Ziemiński.

Jak wskazuje podkarpacka PO, problem będzie jeszcze poważniejszy, w wyniku zapowiadanej obniżki stawki podatku PIT z 17 do 12 procent. - Zgadzam się, Polacy zapłacą niższy podatek, ale jednocześnie spadną wpływy do budżetu państwa, który i tak jest już potężnie zadłużony. Obniżą się także wpływy do samorządów, które w podatku mają udział. Kto za to zapłaci? Nie miejmy złudzeń, że podatnicy nie odczują braku pieniędzy na własnej skórze – wskazuje Tomasz Cyran.

W PO wskazują, że ta zmiana to tylko element większej całości, jaką PiS szykuje samorządom. Oto PiS chytrze postanowił upiec dwie pieczenie na jednym ogniu: przypodobać się licznym wyborcom poprzez zmniejszenie podatków i ograniczyć możliwości nielubianych przez siebie samorządów. A rząd i tak będzie się bezczelnie chwalił, jaki to jest wspaniałomyślny, rozdając samorządom pieniądze, które im wcześniej zabrał. Tyle tylko, że rozdawana kwota będzie niższa niż odebrana, a jej podział będzie w mniejszym lub większym stopniu arbitralny. W dodatku subwencja rozwojowa, która ma straty samorządom częściowo wyrównać, jest fatalnym pomysłem także dlatego, że utrudnia planowanie kolejnych budżetów, bo jest nieprzewidywalna.

A co z różnicą, która rządowi po tej operacji pozostanie? No cóż skądś trzeba wziąć pieniądze na zapłatę potężnych kar za spór wokół kopalni w Turowie, czy za konsekwentną dewastację wymiaru sprawiedliwości i uchylanie się od likwidacji Izby Dyscyplinarnej w Sądzie Najwyższym.

Tymczasem rozwiązanie było proste. Jeśli rząd uznał, że ma tyle pieniędzy, iż budżet naszego państwa stać na zmniejszenie obciążeń obywateli bez zmniejszania jakości usług publicznych, to niechby podatki obywatelom obniżył, a skutki zmniejszonych wpływów w całości wziął na siebie. Wystarczyło zmniejszone dochody samorządów w 100% zrekompensować zwiększeniem ich udziału w podatkach PIT, CIT, a może i wprowadzeniem udziału w podatku VAT. W przeciwnym razie mniej pieniędzy będzie na budowę parków, placów zabaw, szkół, przedszkoli, dróg i innej infrastruktury dla mieszkańców. Bez odpowiedniej rekompensaty, ta zmiana istotnie spowolni rozwój naszych miast i gmin

Andrzej Dec, przewodniczący Rady Miasta Rzeszowa dodaje, że uszczuplanie dochodów samorządów ma również miejsce w sferze edukacji.

- Co roku – na niekorzyść samorządów - zmieniają się zasady subwencji oświatowej, w efekcie gminy, a szczególnie duże miasta, co roku zwiększają dopłaty do finansowania edukacji. W przypadku Rzeszowa to jest ok. 200 mln zł rocznie. Teraz (i słusznie, chociaż za mało) szykuje się zwiększenie wynagrodzeń nauczycieli o 4,6%, które miasto musi sfinansować. Jednak i tu rząd postanowił zaoszczędzić i wzrost subwencji na ten cel, będzie jak zwykle za mały, będziemy bowiem musieli dopłacić ok. 2,5 mln złotych z własnych środków. – mówi Andrzej Dec.

 

Korzystamy z plików cookies i umożliwiamy zamieszczanie ich stronom trzecim. Pliki cookies ułatwiają korzystanie z naszych serwisów. Uznajemy, że kontynuując korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę.

Więcej o plikach cookies można dowiedzieć się na uruchomionej przez IAB Polska stronie: http://wszystkoociasteczkach.pl.

Zamknij