Park Naukowo-Technologiczny Rzeszów-Dworzysko Powiatu Rzeszowskiego
Podkarpacki Fundusz Rozwoju - wspieramy przedsiębiorców
Kongres Business Without Limits

„Macierewicz. Biografia nieautoryzowana” - internowanie w Nowym Łupkowie

Opublikowano: 2018-06-08 01:15:14, przez: admin, w kategorii: Polityka

W wydawnictwie Znak ukazała się książka „Macierewicz. Biografia nieautoryzowana” Anny Gielewskiej i Marcin Dzierżanowskiego. Obydwoje są dziennikarzami tygodnika Wprost.

„Macierewicz. Biografia nieautoryzowana” - internowanie w Nowym Łupkowie

 

Autorzy opisują m.in. internowanie Antoniego Macierewicza Nowym Łupkowie w Bieszczadach, wykorzystują tu m.in. - znane już częściowo - wspomnienia rzeszowskiego działacza Solidarności Tadeusza Kensego.

 

– Kopański był już gorliwym muzułmaninem, praktykował modlitwy i ablucje, nikt się z tego nie śmiał, przeciwnie, wszyscy bardzo szanowali. Wtedy islam fascynował, kojarzył się z wojną w Afganistanie i oporem wobec Ruskich – opowiada Tadeusz Kensy. – Antek, Kopański, Tumidajewicz i Lenkiewicz; czasem też Rafał Szymoński, w celi obok prowadzili bez końca „nocne Polaków rozmowy”. Ponieważ myśmy w celi mieli manufakturę i do późna w nocy tłukliśmy fajans, siłą rzeczy słyszeliśmy, co się u nich dzieje. A działy się śmieszne rzeczy. W trakcie dyskusji o mudżahedinach wpadali na przykład w jakiś dziwny trans, coraz bardziej podnosili głos, aż wreszcie zaczynali krzyczeć gardłowymi głosami: „Afgan! Afgan!”. To był chyba jakiś hołd składany mudżahedinom.

 

– Codziennie po obiedzie spacerowaliśmy wokół obozu, dobierając się po dwóch lub trzech, nazywaliśmy to „rundką” – wspomina Kensy. – „Rundki” trochę trwały, bo takie kółko to było jakieś 700 metrów. Wykorzystywaliśmy je jako okazję do swobodnej rozmowy. Antek zaczął opowiadać, że „Solidarność” powinna ograniczyć się do działalności czysto związkowej. Jego guru był wtedy Lech Wałęsa, chciał natomiast odsunięcia od wpływów grupy Michnika i Kuronia. Ta „oczyszczona” „Solidarność” miała się z kolei porozumieć z Kościołem i wojskiem. Śmialiśmy się z tej koncepcji, bo przecież wówczas pojęcie „wojsko” równało się „Jaruzelski i WRON-a”. Kompletne political fiction. Pamiętam, że wszystkie opinie kolegów na ten temat (także moja własna), choć podkreślały oryginalność, a nawet pewną logiczną spójność pomysłu, odrzucały go jako z założenia ekstrawagancki, a nawet nieetyczny, który musiałby być źle przyjęty przez zgnębionych stanem wojennym Polaków.

 

– Niedługo po chrzcie córki Hanna Macierewicz przyjechała znów do Łupkowa – wspomina Tadeusz Kensy. – Ponoć w czasie widzenia, zrobiła mężowi scenę. Narzekała, że Szybalski ją nachodzi z prośbą, żeby go wprowadziła w środowisko warszawskiej opozycji. Niech więc Antoni coś zrobi, żeby przestał. A tak w ogóle to najlepiej niech wraca do domu i sam weźmie tego Bogdana na klatę. Zaraz w obozie zaczęło „mówić się” o tym, że Antek Macierewicz ma kłopoty, że prawdopodobnie Szybalski, podstawnie lub nie, był przekonany, że żona Macierewicza umożliwi mu wejście do warszawskiego podziemia i starał się coraz natrętniej ją do tego przekonać. Dwa lub trzy razy, w czasie (częstych w sumie) odwiedzin Hanny Macierewicz w Nowym Łupkowie miało dochodzić do wyrażania głośnego żądania, żeby „coś z tym zrobił”, a nawet, żeby sam szybko „wrócił do Warszawy i zrobił porządek”.

Trochę się wtedy z Antka śmialiśmy, chyba nawet po cichu dopytywaliśmy: „Kiedy wracasz do żony?” Problem jednak był w tym, że jeśli cały obóz bębnił o Antka kłopotach z uciekinierem Szybalskim, a co najmniej było głośno o jego burzliwych rozmowach z żoną, prowadzonych na tyle głośno, że musieli je słyszeć także klawisze - to czy mogliby o tym nie dowiedzieć się esbecy? I nie chcieliby próbować tym jakoś „zagrać”? Trudno to sobie wyobrazić.

Dziwię się, dlaczego więc Macierewicz o tym wszystkim milczy i daje okazję do domysłów, Szybalski zmyśla jakieś absurdalne historyjki, a biografowie/historycy nie tylko tak łatwo je „kupują”, ale dokładają jeszcze do nich coś od siebie?]

 

– To opowieści narcystycznego mitomana – denerwuje się Tadeusz Kensy. – W miejskim szpitalu w Sanoku wtedy już od dawna nikt internowanych nie pilnował. Nie można więc mówić o Antka ucieczce, lecz o samowolnym oddaleniu się.

Słyszeliśmy, że już latem internowani samodzielnie chodzili ze szpitala nad San, żeby się poopalać. Tym, którzy jechali na badania, klawisze pozwalali iść do miasta na zakupy, mówili tylko, o której powinni wrócić w umówione miejsce. Przy okazji - pamiętam też historię dwóch internowanych, którzy we wrześniu, dla wygłupu, przecięli siatki i poszli do pobliskiej wsi na zabawę. Nad ranem wrócili wstawieni do obozu, ale klawisze nie chcieli ich wpuścić. A że było cholernie zimno, to strasznie zmarzli, bo stali na tym chłodzie kilka godzin.

 

Tadeusz Kensy wspomina:

– Antek to odważny człowiek, z oczywistymi zasługami dla opozycji. Nie potrzebuje ubarwiania swojej biografii, dopisywania do niej pseudobohaterskich wątków, jak choćby ten o swojej sensacyjnej ucieczce z Łupkowa. Ale od lat konsekwentnie to robi, dziś zresztą wyręcza go w tym IPN, który w swych hagiograficznych publikacjach na jego temat buduje mu legendę najbardziej niezłomnego opozycjonisty PRL-u. Tak jakby Macierewicz miał jakiś kompleks, że w czasie, w którym jego koledzy z KOR-u siedzieli w areszcie i szykowali się do dużego procesu, nim nikt się specjalnie nie interesował.

Gdy zachodziłem w głowę, skąd mu się to bierze, przypomniałem sobie pewną historię z Łupkowa. Którejś soboty w październiku zrobili nam długi kipisz, przyszła atanda, została jeszcze na drugi dzień. W pewnym momencie doszło do jakiejś utarczki między nami a strażnikami, którzy chcieli kogoś bić, coś mnie poniosło, wskoczyłem w środek, zacząłem wrzeszczeć i szczęśliwie wszystkich rozgoniłem.

Gdy wracałem do celi, zobaczyłem smutnego, mocno zamyślonego Antka. „Wiesz, nie mogę przeboleć, że nie zrobiłem tego co ty”.

Ewidentnie miał potrzebę, żeby zostać wielkim bohaterem, tylko czasem chyba czegoś mu brakowało, żeby to osiągnąć.

- Odwagi? – pytamy.

- Nawet nie. Raczej refleksu. Może też szczęścia albo brutalności. A może władzy? W tym co mówił lub pisał zawsze było znacznie więcej radykalizmu niż później w konkretnych działaniach.

 

Korzystamy z plików cookies i umożliwiamy zamieszczanie ich stronom trzecim. Pliki cookies ułatwiają korzystanie z naszych serwisów. Uznajemy, że kontynuując korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę.

Więcej o plikach cookies można dowiedzieć się na uruchomionej przez IAB Polska stronie: http://wszystkoociasteczkach.pl.

Zamknij